Головна сторінка/Home Page
Біографія/Biography
Творчість/Creativity
Критика/Criticism
Новини/News
Фотогалерея/Photogallery
Інтерв'ю/Interview
Контакт/Contact
Сполучення/Link
 
 
 
"Pomówić o rzeczach uniwersalnych"

z Wasylem Machno rozmawia Artur Burszta

Artur Burszta: Przede wszystkim chciałem podziękować za przyjęcie zaproszenia do wydania tomu 34 wierszy o Nowym Jorku i nie tylko w Biurze Literackim.

Wasyl Machno:
Również chcę podziękować Bohdanowi Zadurze i Biuru Literackiemu za to, że ten tom ukaże się w Polsce, to bardzo wiele dla mnie znaczy.

Ponieważ rozmawiamy na odległość, dzieli nas ocean, to może zacznijmy od tego, jak to się stało, że wylądował Pan w Stanach Zjednoczonych.


To się stało całkiem przypadkowo, jeżeli można wszystko zrzucić na przypadek. Nigdy nie myślałem, że kiedyś będę mieszkać w Stanach. Jednak wygrana zielonej karty w 2000 roku spowodowała w moim życiu wiele zmian, które dzisiaj i akceptuję, i nie. W sensie emigracji to emigrantem nie czuję się w ogóle, może dlatego, że globalizacja i internet jakoś tworzą, dla mnie przynajmniej, odczucie jedności świata. Pod względem językowym też nie widzę wielkiej różnicy: nie wiem, czy pisać po ukraińsku łatwiej na Ukrainie czy w Stanach, ważne jest, żeby pisać. Muszę się przyznać, że wiele się we mnie zmieniło przez tych pięć amerykańskich lat i to nie jest stracony czas, to nie są zmarnowane lata.

Rzeczywiście można nie czuć się emigrantem kilka tysięcy kilometrów od swojej ojczyzny? Jeśli tak, to chyba mamy do czynienia z zupełnie inną emigracją aniżeli ta, która jeszcze niedawno była udziałem wielu poetów pochodzących ze wschodniej Europy.


Myślę, że w jakiś sposób można, bo i w swojej ojczyźnie można się czuć emigrantem czy obcym. Kiedy wybrałem się do Ameryki to miałem poprzedników, zwłaszcza Miłosza czy Brodskiego, Venclovę czy Annę Frajlich, ale oni wyjechali z powodów politycznych, ja raczej z chęci poznania świata, ochoty porównania życia artystycznego u nas i w Ameryce. Ważny szczegół: ja jutro mogę kupić sobie bilet i przylecieć na Ukrainę, jeśli już tak mnie zmęczy nostalgia, ci, których wcześniej wymieniałem, do pewnego czasu z wiadomych przyczyn nie mogli tego zrobić. Jestem obecny na Ukrainie dzięki wydawanym książkom i publikacjom w prasie literackiej, ale również i w innych krajach. O tych uczuciach kiedyś dość otwarcie napisałem w eseju "Park kultury i wypoczynku imienia Gertrudy Stein". Naprawdę, ta współczesna emigracja jest już zupełnie innego rodzaju.

We wspomnianym eseju wymienia Pan "poetów, dla których Nowy Jork stał się częścią ich wewnętrznej biografii" - Lorkę, Majakowskiego, Bretona, Ginsberga, Ashbery'go, O'Harę, Kocha, Schuylera, Brodskiego oraz ukraińską grupę: Bojczuka, Tarnawskiego, Rubczaka. Pisze też o "poetach różnych narodowości, którzy chaotycznie zjawiają się, jak motyle, i przywierają do lepkiego potoku swojej mowy i w nim się roztapiają, nigdy nie stawszy się częścią amerykańskiej kultury, nawet nie pragnąc się nią stać". A jak jest z Panem?


Oczywiście, że nie pragnę stać się częścią amerykańskiej kultury i nie tylko z powodu językowego, bo uważam, że język jest podstawową zasadą pisarskiego rzemiosła, ale także dlatego, że przekonany jestem, iż poetyckie/artystycznie myślenie Wschodu i Zachodu głęboko i istotnie się różnią. Znam wielu poetów, którzy piszą i po angielsku i językiem swojego dzieciństwa, jednak kiedy czytam te wiersze pisane po angielsku, wydaje mi się, że nie brzmią one tak naturalnie, jakby brzmiały, gdyby je napisał Amerykanin. Ważne jest to, że udało mi się napisać parę wierszy o Nowym Jorku z pozycji człowieka, który mieszka w tej megapolis i obserwuje ją z różnych stron.

Z pozycji mieszkańca, ale też, co chyba jednak trzeba podkreślić, ukraińskiego poety, "narkotycznie uzależnionego od zapisywania słów", który wcale nie "musi pisać" rymowanych wierszy.


Oczywiście, że z pozycji ukraińskiego poety również. Nowy Jork, przynajmniej dla mnie, poza innymi rzeczami, jest nie tylko dźwiękiem, ale i tekstem. Nie widziałem Nowego Jorku w ukraińskiej poezji aż do czasu, kiedy wpadłem na pomysł, żeby napisać wiersze o tym mieście, nie widziałem go nawet, jakkolwiek paradoksalnie by to wyglądało, u poetów Grupy Nowojorskiej. W NJ jako poeta ukraiński pozbyłem się ukraińskich mitów i stereotypów, tak przynajmniej sądzę. W tym wierszu, który Pan cytuje, dość ironicznie nakreśliłem odejście od nich.

To tłumaczy, dlaczego ten wiersz zaczyna książkę.


W jakimś sensie ten wiersz jest programowy, balansuję w tym tekście między ironią a moralnością, życiem przeszłym i teraźniejszym, mitami i antymitami, ale jednak chcę odnaleźć jakąś równowagę, jakiś sens w ogóle: w pisaniu, w życiu, w tych moich wędrówkach realnych i wirtualnych.

By powiedzieć o tym, co mi się bardzo podoba w Pańskich wierszach, posłużę się określeniem Bohdana Zadury, otwartość na "wielokulturowość świata". Doskonale widać to np. w wierszu "Astor Place".


Wielokulturowość w Nowym Jorku istnieje jakby na powierzchni, a Astor Place to miejsce, które często widzę na Manhattanie. Szkoda, że ta bryła, którą opisywałem w wierszu, funkcjonuje już tylko w wierszu. Jakiś czas temu zniknęła. Przekonałem się w ten sposób, że wiersze mogą pełnić również funkcję ochrony zabytków lub przedmiotów urbanistycznych. To, co już nie istnieje w realnej przestrzeni urbanistycznej, żyje swoim życiem w tekście.

Wydaje mi się, że w tytule książki 34 wiersze o Nowym Jorku i nie tylko równie ważnie jest to, co na końcu, czyli i nie tylko.


Nowy Jork jako tekst w tej książce nie tylko jest miastem i oczywiście coś więcej dla mnie znaczy jako przestrzeń, wypełniona ludźmi, autami, kawiarniami, wierszami. Nawet kiedy opisuję jakieś bardziej lub mniej znane nowojorskie dzielnice, to zawsze w tym jest coś więcej. Chciałem, żeby poprzez konkret Nowego Jorku można było pomówić o rzeczach uniwersalnych. W moim przekonaniu miasto i jego kultura, jego życie i rytm, zwłaszcza takiego miasta jak Nowy Jork, może wywołać różne odczucia, ale zawsze w tym jest coś więcej.

Sporo w tej książce odnośników do współczesnej poezji ukraińskiej, amerykańskiej, ale też i polskiej. Na ile poetycka wyjątkowość Nowego Jorku sprawiła, że zdecydował się Pan zamieszkać w tym mieście?


W eseju, o którym mówiliśmy, nazywam Nowy Jork najbardziej poetyckim miastem na świecie, i jednocześnie najmniej poetyckim. Jednak to miasto stało się, dzięki tym poetom, znakiem na mapie światowej poezji. Kiedy się spotkałem z Johnem Ashberym, patrzyłem na niego jak na kogoś, kto ma za sobą wielką epokę, kiedy poezja, i w Ameryce również, stała się faktem publicznego życia, jak amerykański futbol czy coś w tym rodzaju. Dzisiaj tego już nie ma, inne czasy, inni poeci, inna poezja. Dla poety Nowy Jork to bardzo ciekawe i bardzo nieprzyjazne miejsce. Od jakiegoś czasu zacząłem tworzyć swój Nowy Jork, żeby było mi łatwiej go rozumieć i w nim mieszkać; właśnie wtedy pojawiły się nowojorskie wiersze.

Powiedział Pan, że wyjazd do Stanów, pobyt w Nowym Jorku sprawiły, że pan "przeżył ponowne narodziny jako poeta". Jak duże znaczenie, z perspektywy czasu, miał dla Pana roczny pobyt w Krakowie?


No tak, oczywiście. Pierwszy raz odwiedziłem Polskę w 1989 roku, byłem wtedy też w Krakowie, wówczas to była Polska postkomunistyczna, Kraków wydał mi się jakimś szarym miastem, pamiętam cinkciarzy pod Sukiennicami, deszcz, obdrapane tramwaje, w sklepach... Najbardziej zapadło mi w pamięć to, że kupiłem wtedy tomik Miłosza Kroniki. Całkiem inne wrażenia wywiozłem z Polski i z Krakowa w 1996/1997. Już kiedy przekroczyłem granicę ukraińsko-polską, wydawało mi się, że jestem w Europie, i tak rzeczywiście było. Mieszkałem w Krakowie przy alei Mickiewicza, często chodziłem do różnych barów i piłem piwo, czytałem pisma literackie i nową polską poezję, otrzymywałem listy od pani Katarzyny Herbert, bo miałem zamiar spotkać się ze Zbigniewom Herbertom, którego już tłumaczyłem na ukraiński, niestety do spotkania nie doszło. Pierwszy raz po polsku moje wiersze ukazały się na łamach krakowskiej "Dekady Literackiej" w 1997. Pobyt w Krakowie uważam za bardzo istotny, napisałem tam parę metafizycznych wierszy i wędrowałem przez Polskę, miałem czas na wszystko.

Również na czytanie polskich poetów i nie tylko Miłosza i Herberta. W 34 wierszach o Nowym Jorku i nie tylko jest "Nowojorska kartka dla Bohdana Zadury". To chyba dobra okazja, by zapytać, jakie znaczenie ma dla Pana twórczość Bohdana?


Uważam poezję Bohdana Zadury za jedno z najciekawszych zjawisk współczesnej poezji europejskiej, a poeci ukraińscy mają w jego osobie błyskotliwego tłumacza i propagatora. "Nowojorską kartkę..." pisałem do niego wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałem dialogu, w dużym stopniu wdzięczny Bohdanowi za wszystko.

Jeśli dobrze pamiętam, w tomie pojawiają się jeszcze inne polskie nazwiska: Szubert, Różewicz, Herbert, Szymborska, Miłosz, Schulz, Gombrowicz, Witkacy.


Tak, te nazwiska istnieją w dwóch wierszach, w "Nowojorskiej kartce do Bohdana Zadury" i w "Teorii i praktyce przekładu", gdzie są tam ważne dlatego, że pokazują moje polskie zainteresowania, w tych wierszach także nakreśliłem swoje ulubione schematy o poecie i poezji jako o czymś, co może mieć sens albo nie, i nie tylko w czasie teraźniejszym. Również dlatego, żeby poinformować, że coś wiem o kulturze polskiej (śmiech)

Mam wrażenie, że wie Pan całkiem sporo (śmiech). A Andrzej Sosnowski? Wiem skądinąd, że lubi Pan czytać tego autora.


Nie tylko czytać, ale nawet przełożyłem jego jeden wiersz.

O przekłady też chciałem zapytać, więc korzystam z okazji. Jakich autorów i z jakich języków jeszcze Pan przekłada?


Z polskiego - Herberta, Zadurę, Szubera, Sosnowskiego, z serbskiego Vasko Popę, z angielskiego - współczesnego poetę z Anglii, Richarda Burnce'a, parę wierszy Johna Ashbery'ego, Jean Valentine. Kiedyś tłumaczyłem więcej aniżeli teraz.

A inspiracje Wschodem, Chinami na przykład?


Chiny to dla mnie mit, i znak, i symbol, może poprzez Ezrę Pounda stałem się wielbicielem chińskiej kultury. Co roku piszę kilka wierszy o Chinach lub o Chińczykach, których mam tutaj w Nowym Jorku pod dostatkiem. Nigdy nie byłem w Chinach, ale spróbuję kiedyś to swoje marzenie zrealizować. Bardziej ciekawi mnie zresztą historia czasów chińskich cesarzy wczesnych i średnich wieków, niż Chiny współczesne.

Jak to się stało, że został Pan redaktorem Antologii nowej poezji ukraińskiej. Jak obszerna była to publikacja, jacy autorzy, znani nam z antologii Zadury Wiersze zawsze są wolne, znaleźli się w tym wydawnictwie?


Po prostu chciałem zrobić książkę, z wierszami 29 poetów. Ciekawe jest to, że to była antologia, gdzie pod wspólnym dachem zebrałem naprawdę różnych autorów, którzy dali o sobie znać w latach 90. Dla niektórych z nich była to jedyna, pierwsza i ostatnia publikacja. Przynajmniej utrwaliłem to, co działo się w ukraińskiej poezji w latach 90. A jeśli chodzi o drugą część pytania, to w tej mojej antologii byli również Hałyna Petrosaniak, Iwan Łuczuk, Nazar Honczar, Roman Sadłowski, Serhij Żadan i ja.

Pańska książka będzie trzecią książką ukraińskiego autora wydaną przez Biuro. Na których poetów powinniśmy jeszcze zwrócić uwagę?


Antologia Zadury jest dobrym przewodnikiem po mapie ukraińskiej poezji, do tego dodałbym Ołeha Łyszehę, Wasyla Herasymiuka, Ihora Rymaruka, Iwana Małkowycza, Oksanę Zabużko - z pokolenia 80., z nieco młodszych - Iwana Andrusiaka, Hałynę Kruk... Wymieniam tych, których nie ma w antologii Zadury.
Tylko jedna sprawa, która mnie wydaje się bardzo ważna - nawet u dobrych ukraińskich poetów cechy ukraińskości często dominują nad uniwersalnością, co w dużym stopniu jest barierą dla zachodniego czytelnika.

Świetnie, że o dominacji "ukraińskości na uniwersalnością" mówi w Polsce jeden z najważniejszych współczesnych poetów ukraińskich. Niby można się z tym zarzutem zgodzić, ale z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, że Wasza proza i poezja szturmem zdobyła polskich czytelników. Czym wytłumaczyć ten fenomen?


No właśnie, to ta proza i poezja, która jest uniwersalna. Ta ukraińskość, którą mam na myśli, to jest to, co mnie kojarzy się z bardzo specyficznymi rzeczami w ukraińskiej literaturze, które zawsze ją hamowały. Ta proza i poezja, o której pan mówi jako o fenomenie, jakoś przezwyciężyła te cechy i może się uważać za w pełni europejską. To coś takiego, jak kiedy Gombrowicz występował przeciw polskości...

A gdzie w tym wszystkim ulokowałby Pan swoją twórczość?


W kierunku do uniwersalności i europejskości.

Porozmawiajmy może na koniec o festiwalach literackich, o których też jest mowa w Pańskiej książce.


Tak, dość często bywam na tego rodzaju międzynarodowych spotkaniach w Europie i w Ameryce. Widzę w tym dużo pozytywnych momentów: poznanie nowego kraju, kontakty między pisarzami, nowe publikacje. Zawsze można porównać siebie z innymi. Chętnie jeżdżę na takie imprezy, kiedy dostaję zaproszenia. Jestem wędrowcem. Co do odczuć, to w wierszu "Na festiwalu poetyckim" jest dużo ironii, ale to też zapis jakiegoś doświadczenia.

Które z tych festiwali zrobiły na Panu najlepsze wrażenie, z których przywiózł Pan dobre wspomnienia?


Podobało mi się w Słowenii, również w Serbii, lubię kraje bałkańskie. Festiwal w Belgradzie w 1997 roku był moim pierwszym międzynarodowym festiwalem, dlatego lubię także to miasto, zwłaszcza w jesieni.

Bardzo się cieszę, że będę mógł gościć na "Porcie Wrocław" festiwalowego weterana (śmiech). Chyba nie uda się nam Pana niczym zaskoczyć.


Ja też się cieszę, nie byłem w Polsce prawie od 5 lat, będę miał możliwość spotkania z moimi polskimi przyjaciółmi, a poza tym Polska to dla mnie zawsze zaskoczenie.

Był już Pan kiedyś we Wrocławiu?


Byłem, w 1994 roku na konferencji slawistycznej w Uniwersytecie Wrocławskim i wiele razy spędziłem dużo czasu na dworcu kolejowym, kiedy przesiadałem się na pociągi w innych kierunkach. Pamiętam taki jeden bardzo zabawny moment, gdy całą noc spędziłem w poczekalni w towarzystwie osób z socjalnego dna, bardzo mi się to podobało.

Tzn.?


Chcieli mnie przyjąć do swojego kręgu, ale się wymówiłem, mówiąc, że następnego dnia muszę być w Poznaniu.

Czyli o publiczność na kwietniowym spotkaniu raczej nie powinniśmy się martwić? (śmiech).


Myślę, że nie.

Bardzo dziękuję za rozmowę i już cieszę się, że niebawem będziemy mogli poznać się osobiście.


Dziękuję również; i za rozmowę, i za wydanie książki.

 


 
© Всi права застережено. Використовувати тексти та зображення дозволяється тiльки iз посиланням на сайт: http://vasylmakhno.us
 

Design by: Serge P.Philonenko, 2006
http://philonenko.dp.ua